Pandora
Friday 21 August
Aunt Lizzie’s house, Bristol
Friday 21 August
Aunt Lizzie’s house, Bristol
‘Panda, dear, ‘ said Aunt Lizzie, pouring us both a cup of tea and passing me the Jammy Dodgers.
‘Are you sure Angela is happy with you staying here? ‘
I put a whole biscuit into my mout. Usually I like to take the top layer of biscuit off and eat the jam
first, but I’ve not been myself lately. I swallowed.
‘Mum and I are goin’ through a bad patch, ‘ I said. ‘She needs teaching a lesson, Aunt Lizzie. ‘
She raised an eyebrow and took a sip of Earl Grey. ‘Does she, dear? What lesson is that exactly? ‘
‘Well. ‘ I eyed the biscuits, wondering about
another one. ‘She’s got to see that I ain’t just her little girl that
she can push around no more. ‘ I gave in and took another Dodger.
Aunt Lizzie looked like something was tickling her. ‘But you’ll always be that. Her little girl. ‘ She
leaned back and held her cup and saucer in both hands. ‘It’s not easy for her. ‘
I frowned. ‘What about me, though? Me, standing on the cusp of adulthood, ‘ I said, repeating
something I’d read in one of my PSE Guidance books at school. ‘It’s important for her to respect
me with, like boundaries and stuff. ‘
‘Boundaries, eh? ‘ Aunt Lizzie smiled fondly at me. I love her to bits. I wished she was my mum.
‘Whose boundaries? ‘
‘Mine, I s’pose. ‘ I finished the second biscuit,
still feeling like I wanted the whole flipping packet. I wasn’t sure
exactly what I was talking about to be honest, but it sounded right. ‘I
want her to see
that I’m a woman, with the need for privacy and respect. ‘
‘What about your mum needing respect? ‘ Said Auntie Lizzie, narrowing her eyes. ‘You, respecting
her. ‘
I looked at her. ‘What? ‘
‘I mean, my dear, ‘ she said patiently, ‘that your mother needs respect. For bringing you up, for
looking out for you for being worried about you. ‘
‘She just don’t want me ever to leave home, ‘ I said. ‘If she had her way, I’d be fol owing her round
Tesco till I’m flipping thirty. ‘ I shook my head. ‘And that ain’t gonna happen. ‘
‘I think you’re hurting her, with what you’re doing. ‘
‘She’s hurting me, ‘ I said stubbornly. ‘I am hurt. ‘
‘Because she doesn’t want you to leap into the naughty stuff with Thomas? ‘
‘Well. Yeah. Because of that. ‘
‘Why is that so important to you? ‘
I was beginning to feel frustrated. ‘ I thought you were on my side?’
‘Now Panda, ‘ said Aunt Lizzie, putting down her cup.
‘That response tells me that your mother has a point. If nothing else. ‘
I closed my eyes. If I was the Incredible Hulk I would be at stage two of the transformation now.
My body would be squeezing against my clothes.
I stood up. As I said, I love Aunt Lizzie and I didn’t want to cause a scene.
‘I’m going for a walk now, ‘ I told her. ‘Tea was scrumptious. Thanks. ‘
I walked out of the living room and went to sit out in the garden on my favorite bench. I looked up
at the sky. Blue al the way. I felt lonely. And horny. And confused.
I CALLED Thomas. He was on his tea break from work. He hadn’t spoken to me since I’d got here,
and I hadn’t rung him neither. But now the whole point of me running away was getting a bit
muddled in my head.
‘Thomas, ‘ I whispered.
‘Pandora? ‘ Thomas sounded cautious. ‘What is it? ‘
‘I miss you, babycakes. I closed my eyes. ‘I’m sorry
about the other night, ‘ I added. ‘I did it for us, though. You
understand? ‘
He sighed. ‘No, Pandora. I don’t think I do. ‘
‘But we need respect as a couple, ‘ I said.
‘What do you mean? ‘
‘We need to do what couples do. ‘
Thomas sighed more deeply. ‘And what is that? Have fun together? Be kind to each other? Kiss
each other? ‘
I smiled, a warm oozy feeling coming over me. ‘Yes. Loads and loads of kissing. And touching and ‘
‘Pandora, ‘ said Thommo firmly. ‘I am at work. ‘
‘You want to do it with me, don’t you? ‘ I said, a bit scared now. ‘You still want to? ‘
‘At some point, yes, ‘ he said, sounding kind of cold. ‘ But not to prove a point. And not if it upsets
your mother. ‘
‘You care about her more than you care about me, ‘ I said, starting to cry. ‘Why is she so
important? ‘
Aunt Lizzie’s gardener, working on the box hedge further down the garden, looked up at me as I
raised my voice.
‘All right. ‘ I calmed myself down. I understand. ‘But will you come over? Please. ‘
There was a silence. ‘OK. Tonight, I will come and see you. But to talk, yes? ‘
‘Yes! ‘ I said. ‘Come after work – at six? ‘
I ended the cal and held the phone against me. Thomas wouldn’t be able to resist me when he
saw me. He’d see that resistance is futile.
Another line I’d nicked off some book or another. But it said everything.
Pandora
Piątek 21 Sierpnia
Dom cioci Lizzie, Bristol
'Panda, kochanie' powiedziała ciocia
Lizzie nalewając nam obu herbatę i podając mi herbatniki. 'Na pewno Angela nie
ma nic przeciwko temu żebyś u mnie nocowała?'
Włożyłam całe ciastko do ust. Zawsze
najpierw zdejmowałam górę ciastka i wylizywałam dżem ze środka, ale ostatnio
nie byłam sobą. Tym razem przełknęłam ciastko w całości.
'Mama i ja mamy małe nieporozumienie.'
powiedziałam ' Musi się czegoś nauczyć ciociu.'
Uniosła brwi i wzięła łyk swojego Earl
Greya'a. 'Naprawdę? I co to miałoby być?'
'Cóż.' Spojrzałam na ciasteczka
zastanawiając się nad wzięciem kolejnego. 'Musi zrozumieć, że już nie jestem
jej małą córeczką, którą może kierować do woli.' Uległam i wzięłam następny
herbatnik.
Ciocia Lizzie wydawała się rozbawiona
'Ale zawsze będzie tak ciebie postrzegać. Jako jej małą dziewczynkę.'
Wyciągnęła się trzymając w jednej ręce filiżankę z herbatą i ciastko w drugiej.
'To nie jest dla niej łatwe.'
Zdenerwowałam się. 'A co ze mną? Na
początku swojego dorosłego życia.' powiedziała powtarzając formułkę z książki
do wychowania do życia w rodzinie*. 'To ważne żeby mnie zaczęła szanować, muszą
być jakieś granicę i w ogóle.'
'Granice, eh?' Uśmiechnęła się do mnie czule. Kocham ją.
Chciałabym żeby to ona była moją matką. 'Czyje granice?'
'Moje, chyba.' Skończyłam drugie
ciastko, chociaż cały czas czułam że mogłabym zjeść całą paczkę. W zasadzie to
nie miałam do końca pewności o czym ja gadam, ale wydawało mi się to właściwe.
'Chcę żeby dostrzegła to, że jestem już kobietą, która potrzebuję trochę
prywatności i szacunku.'
'A co z szacunkiem do twojej mamy?' powiedziała
ciocia Lizzie zwężając oczy. 'Z twoim szacunkiem w stosunku do niej.'
Spojrzałam się na nią 'Co?'
'Chodzi mi o to skarbie,' powiedziała
spokojnie 'że twoja mama też zasługuję na szacunek. Za wydanie ciebie na ten
świat, opiekowanie się tobą, martwieniem się.'
'Ona po prostu chcę żebym nigdy nie
opuściła domu,' powiedziałam. 'jeśli miałoby być po jej myśli to chodziłybyśmy
razem na zakupy do Tesco do mojej cholernej trzydziestki.' potrząsnęłam głową
'Tak nie będzie.'
'Myślę, że ją ranisz swoim
postępowaniem.'
'To ona mnie rani.' powiedziałam z
uporem. 'Ja jestem skrzywdzona.'
'Ponieważ nie chcę żebyś zrobiła coś
nieprzyzwoitego z Thomasem?'
'No, cóż, w sumie to tak.'
'Dlaczego to dla ciebie takie istotne?'
Zaczęłam czuć narastającą we mnie
frustrację. 'Myślałam, że jesteś po mojej stronie.'
'W tym momencie Panda,' powiedziała
ciocia odkładając swoją filiżankę 'twoja odpowiedź mówi mi, że twoja mama
niewątpliwie ma rację.'
Zamknęłam oczy. Gdybym była Hulkiem to
już zaczęłabym robić się zielona, a ubrania zaczęłyby się powoli rozdzierać.
Wstałam. Jak już powiedziałam, Lizzie
była moją ulubioną ciocią i dalsza rozmowa mogła poważnie zaszkodzić naszym
relacją.
'Pójdę na spacer.' powiedziałam 'Herbata
była przepyszna. Dziękuje.'
Wyszłam z pokoju i udałam się do ogrodu
posiedzieć na mojej ulubionej ławeczce. Spojrzałam na niebo, calutkie
niebieskie. Czułam się samotna. I napalona. No i sfrustrowana.
Zadzwoniłam do Thomasa. Miał teraz
przerwę w pracy. Nie odzywał się od momentu gdy przyszłam do cioci, a ja też do
niego nie dzwoniłam. Ale teraz z czasem moja ucieczka z domu zaczęła wydawać mi
się coraz bardziej bezsensowna.
'Thomas.' wyszeptałam
'Pandora?' Thomas zabrzmiał ostrożnie.
'O co chodzi?'
'Tęsknie za tobą kochanie.' zamknęłam
oczy. 'Przepraszam za tamten wieczór.' dodałam 'Zrobiłam to dla nas.
Rozumiesz?'
Westchnął 'Nie Pandora. Nie sądzę.'
'Ale musimy być szanowani jako para.'
powiedziałam.
'Co masz na myśli?'
'Musimy robić to co inne pary.'
Thomas westchnął jeszcze głośniej. 'I co
dokładnie masz na myśli? Bawić się razem? Być dla siebie miłym? Całować się?'
Uśmiechnęłam się, poczułam jak robi mi
się ciepło. 'O tak, dużo całowania. I obmacywania, i...'
'Pandora' Thomas przerwał 'Jestem w
pracy.'
'Ale chcesz to ze mną zrobić prawda?'
zapytałam trochę przestraszona 'Nadal masz na to ochotę?'
'W pewnym sensie tak.' odpowiedział
chłodno 'Ale nie żeby coś udowadniać. I nie jeśli jeszcze nie chce tego twoja
mama.'
'Bardziej zależy ci na niej niż na
mnie.' zaczęłam płakać 'Dlaczego ona jest taka ważna?'
Ogrodnik cioci Lizzie, który pracował
właśnie z drugiej strony ogrodu nad żywopłotem spojrzał się gdy podniosłam
głos.
'W porządku.' Uspokoiłam się trochę.
'Rozumiem. Ale przyjdziesz mnie odwiedzić? Proszę?'
Na moment zapadła zupełna cisza. 'W porządku.
Dzisiaj wieczorem przyjdę. Ale tylko żeby porozmawiać jasne?'
'Tak, przyjdź po pracy. O szóstej?'
Zakończyłam rozmową i jeszcze przez
chwilę gapiłam się w telefon. Thomas nie będzie mógł się mi oprzeć gdy mnie
zobaczy. Zda sobie sprawę, że powstrzymywanie się jest bezcelowe.
Kolejne powiedzenie, które wyczytałam z jakiejś
książki.//*mam wrażenie, że to sensowy odpowiednik PSE
Poza tym sorki, że tak długo. Tłumaczyłem to po trochu już od chyba ponad miesiąca i dopiero po sylwestrze znalazłem trochę czasu żeby raz,a porządnie dokończyć. Teraz postaram się trochę szybciej, może w ferie podkręcę tempo. ;P
W końcu! <3
OdpowiedzUsuńDziękuję za dodanie rozdziału.
A kiedy będziesz miał te ferie? :D
OdpowiedzUsuń