z

z

piątek, 15 sierpnia 2014

Effy cz.1



Effy
Sobota, 22 sierpień
Apartament Florence

'Anthea, to ty?'
'Nie Florence,' powiedziałam ostrożnie. 'To ja, Effy.'
Usłyszałam dźwięk podciąganej kołdry i udałam się w tym kierunku.
'Effy! Jak miło. Wchodź, wchodź. Drzwi są otwarte.'
Weszłam do środka. Florence leżała na wielkim łożu na wprost mnie. Zasłony były częściowo zasunięte i pokój był tylko mętnie oświetlony przez jej nocną lampę.
Florence spróbowała usiąść.
'Nie ruszaj się.' powiedziałam spoglądając z niepokojem na jej twarz. Jedna strona nieznacznie opadła, a kącik jej ust  pochylił się w dół. Florence położyła rękę wzdłuż twarzy jakby próbowała to ukryć.
Czułam odrobinę strachu. Tak jak odwiedzałam babcię w domu starości gdy miałam osiem lat. Florence wyglądała tak drobnie i słabo.
'Nie bój się, dziewczyno,' powiedziała podciągając trochę kołdrę. 'Przez cholerny wylew nagle wyglądam okropnie staro.' Zaśmiała się przy odrobinie wysiłku.
Podeszłam bliżej i usiadłam na brzegu łóżka. Florence na mnie spojrzała. Jak zawsze przenikliwym wzrokiem. 'Więc,' powiedziała 'Co u ciebie? Anthea mówiła, że odwiedziła cię jakaś przyjaciółka. Przykro mi, że nie miałam okazji jej poznać. Dobrze się bawiłyście?'
Nie mogłam z początku odpowiedzieć. Boże. Ale mnie dopadła samotność. I poczucie winy. Przez to, że byłam taką cholerną suką w stosunku do Katie. I za to, że siedzę tutaj, zdrowa, razem ze starą, schorowaną kobietą, która chyba nie ma w sobie ani jednej zdrowej kości. Można powiedzieć, że byłam upokorzona. Upokorzona. To coś kurwa nowego w moim słowniku, o ile kiedykolwiek taki miałam.
'Tak,' W końcu coś powiedziałam. 'Było w porządku.'
Florence pytająco na mnie spojrzała. 'A jak mają się inne sprawy?' Zapytała. 'Widziałaś ostatnio Aldo?'
Chwała bogu, że w pokoju było tylko słabe światło lampki. Czułam jak moja twarz dosłownie staje w płomieniach. 'Trochę. Na jego imprezie i w ogóle.'
'Dobry z niego człowiek.' powiedziała z żalem. 'Razem z twoją matką. Byli wspaniali przez te ostatnie kilka dni.'
'Doprawdy?' Czułam jak moje mięśnie szczęki natychmiast się naprężyły. 'Więc ostatnimi czasy spędzał on z tobą dużo czasu?'
'W zasadzie oboje.' powiedziała 'Niezła z nich parka.' pochyliła się w moim kierunku 'Twoja mama to niezła despotka co nie? Kazała mu sprzątać wczoraj łazienkę przez cały dzień.' położyła się z powrotem żeby zaczerpnąć powietrza. 'Chyba do tego nie przywyknął. Jego ex-żona była bardziej popychadłem.'
'Co masz na myśli?' zapytałam, chociaż nie byłam pewna czy chce usłyszeć odpowiedź.
'No więc...okazało się, że jest dosyć pasywną kobietą. Wręcz uległą. Przez co wszyscy byli jeszcze bardziej wstrząśnięci gdy to się stało.'
'Gdy co się stało?'
'Gdy ogłosiła, że zakochała się w kimś innym.' Florence potrząsnęła głową. 'Był zdruzgotany.'
'Biedny Aldo.' powiedziałam, nie do końca tak myśląc.
'Tak, biedny Aldo.' odpowiedziała. 'Ale potem...nigdy nie wiesz co czeka na ciebie za rogiem, prawda?' puściła do mnie oczko.
'Nie.' uśmiechnęłam się ze zrozumieniem. 'Nigdy nic nie wiadomo.'
Wewnątrz mnie pęczniała nadzieja.
'Miłość może przyjść z nawet najbardziej niespodziewanych spotkań.' kontynuowała. 'Jak i w najbardziej niewłaściwych sytuacjach.' westchnęła. 'Oczywiście to wszystko już dawno za mną. Co za szkoda. Muszę się cieszyć, że teraz jestem chociaż świadkiem tego wszystkiego.'
'No nie wiem, Flo.' rzuciłam okiem na łóżko i szturchnęłam jej nogę. 'Jestem pewna, że jeszcze byś tam co nieco zmieściła.'
'Świntucha!' rzuciła na mnie rozbawionym wzrokiem. 'Muszę przyznać, nie miałabym nic przeciwko temu ostatniemu tańcowi na parkiecie, Effy. Wystarczyłby mi spokojny walec.' zatrzymała się. 'Jeśli rozumiesz co mam na myśli.'
'Myślę, że doskonale cię rozumiem.' powiedziałam śmiejąc się i zastanawiając jak jej się udało wypędzić ze mnie te całą samotność. W środku zaczynałam własny wspaniały taniec. Taniec wielkiej, pieprzonej radości.
Ta cała frustracja. Niczym zwierzę w klatce przez dni. A teraz nagle to.
Florence zaczęły przymykać się powieki. 'Oh, ale jestem zmęczona.' wymamrotała. 'Tyle miłości w powietrzu. Zaczyna mnie brać.'
Zsunęłam się z łóżka. 'Dam ci pospać, Flo.' powiedziałam. 'Odwiedzę ci jutro.'
'Effy.' powiedziała, niespodziewanie łapiąc mnie za dłoń. 'To wszystko jest częścią życia, wiesz.'
'Co?'
'Kochanie i tracenie,' powiedziała przymykając powieki. 'Akceptowanie tego co ma się stać.' Uśmiechnęła się na wpół śpiąc i łagodnie zamachnęła ręką w powietrzu. 'I tak dalej.'
Przytaknęłam 'Chyba wiem o co ci chodzi.'
Zostawiłam Florence żeby mogła zasnąć i prześlizgnęłam się do naszego apartamentu. 

// Przepraszam, że tak długo. Mam wrażenie, że w wakacje czas leci chyba 2x szybciej...Jak widać w tytule jest to część 1 jednego rozdziału, który jest strasznie długi w porównaniu do pozostałych. 

6 komentarzy: