z

z

piątek, 27 lutego 2015

Effy cz. 2



Mama była w kuchni i coś gotowała nucąc pod nosem. Zaciśnij zęby i wytrzymaj, powiedziałam do siebie. Potrafisz być chociaż trochę wyrozumiała.
'Hej' powiedziała 'Co u Florence?'
'Świetnie' odpowiedziałam siadając. 'Naprawdę ją lubię.'
'Przebiegła z niej staruszka' stwierdziła mama. Nie wyglądała zbyt dobrze. A może to przez ciepło bijące od kuchenki? Mniejsza z tym, ważne, że była szczęśliwa. Ja też. Obie byłyśmy cholernie szczęśliwe.
'Tak, też myślę, że jest mądra.' Wzięłam garść startego parmezanu i zaczęłam go jeść gdy zauważyłem, że stół jest nakryty dla trzech osób.
'Kto przychodzi na obiad?' zapytałam znając w sumie odpowiedź.
Mama spróbowała trochę makaronu. 'Alfredo' powiedziała spokojnie 'Biedaczek bardzo dużo pomagał Florence ostatnimi czasy. Zmarnieje jeśli się nim nie zajmę.'
Gdybyś tylko mogła ugotować coś do jedzenia i zostawić nas samych, pomyślałam sobie.
'Mogłabym coś ugotować. Byłam ostatnio zbyt nadąsana.'
'Miło z twojej strony.' powiedziała roztargnionym głosem 'Ale będzie raczej szybciej...i czyściej jeśli zrobię to sama.'
'Cóż, więc załatwię jakieś wino.' zaproponowałam.
'Nie trzeba.' odcedziła makaron 'Wszystko jest już przygotowane. Usiądź sobie i się zrelaksuj.'
Jak bezsilne dziecko...
'Ale z ciebie jebana despotka, co nie?' palnęłam, trochę przesadnie. Jednak nie zwróciła uwagi, bo była zbyt skupiona na mieszaniu swojego jebanego sosu z makaronem.
Nalałam sobie wina i wypiłam pół lampki gdy zapukał do drzwi.
'Witaj.' powiedział gdy otwarłam drzwi, całując mnie w oba policzki. 'Cieszę się, że tu jesteś i z nami zjesz.'
'Ja też.' oparłam się o futrynę drzwi blokując mu trochę przejście.
'Kupiłem świetne wino.' podniósł butelkę i zbliżył się do mnie. 'Myślę, że zasługujemy żeby się nawalić taką porządną butelką.' powiedział 'Co nie?'
'Tak.' powiedziałam, czując jak narastało we mnie podniecenie. Chciałam go pocałować.  'Z pewnością.'
'Za nas.' mama wzniosła toast chwilę później, stukając się kieliszkami ze mną i z Aldo. 'Za nowy początek. Dla nas wszystkich.'
'Zdecydowanie.' powiedział patrząc na mnie. 'Za nas wszystkich.'
Przełknęłam wino, czując euforie. Nie mogłam w to uwierzyć, ale zaczęłam pozwalać sobie popaść w miłość i zaczynałam być za to nagradzana.
'Skręcę jointa' powiedziałam 'Jeśli nie macie nic przeciwko.'
Skończyliśmy jeść. Mama zaczęła marudzić o zrobieniu kawy, kiedy Aldo po lamersku zaproponował pozmywać naczynia.
'Cały ranek spędziłeś na bawieniu się w hydraulika u Florence.' powiedziała mu. 'Siadaj na tyłku, w porządku?'
'Tak, proszę pani.' odpowiedział poważnie puszczając do mnie oczko.
Nie do końca był to nastrój na jaki sama liczyłam - miły rodzinny obiadek - ale zawsze to jakiś początek. Spojrzałam na niego spod rzęs. Skręciłam jointa i zapaliłam przy pomocy jednej za świec mamy. Zaciągnęłam się kręcąc przy tym głową. 'Sprowadzasz mnie na złą drogę.'
'Tak.' powiedziała mama nalewając kawę do malutkich filiżanek. 'Effy jest w tym dobra.'
'Powiedziała jebana królowa śniegu.' palnęłam biorąc z powrotem skręta. 'Kochana, opiekuńcza mamusia.'
Mama spojrzała na mnie zwężonymi oczyma. 'Niszczysz sobie komórki mózgowe.' powiedziała wskazując na skręta w mojej dłoni. 'Pewnego dnia obudzisz się i będziesz przez to jak cholerna roślinka.'
'Co? Masz na myśli jak pomidor na przykład?' odpowiedziałam dziecinnie. 'Czy główka kapusty?'
Mama przewróciła oczami. 'Na niektórych działa to szybko. Ty możesz właśnie taka być.'
'Effy z pewnością jest wystarczająco bystra.' powiedział Aldo  'Tak samo jak piękna.'
Poczułam jak głowa zaczęła mi pękać. 'To dobrze.' powiedziałam 'Przecież uroda to nie wszystko.' Uśmiechnęłam się do niego. Miałam jednak wrażenie, że stara się trzymać ode mnie na dystans. Spojrzałam na jointa i skierowałam go w jego kierunku 'Chcesz trochę?'
Wyraz zakłopotania przemknął przez jego twarz. Wziął skręta i go zgasił. 'Dobrze się czujesz?' Zapytał wymijającym głosem. Słyszałam jak mama coś powiedziała, ale nie mogłam zrozumieć. Odsunęłam swoje krzesło do tyłu.
'Muszę do łazienki.' powiedziałam wstając z krzesła. Chciałam już odpłynąć. Kurwa, wino albo ta trawka, coś było za mocne. Chciałam wyjść z klasą, ale skończyło się na tym, że wpadłam na krzesło Aldo.
'Spokojnie.' powiedział łapiąc mnie za talię.  Nie ruszałam się, czerpiąc przyjemność z tego jak położył swoje długie palce na moich biodrach.
'Zaprowadzisz mnie do toalety?' zapytałam kładąc swoje dłonie na jego. 'Chyba jest ze mną trochę gorzej niż myślałam.'
'Weź ją.' powiedziała mama, wyraźnie wkurzona. 'Sama rozwali sobie jeszcze głowę o wannę.'
'Możesz wejść ze mną jeśli chcesz.' wyszeptałam niepewnie gdy stanęliśmy pod drzwiami od łazienki. 'Możesz mi pomóc zdjąć majtki.'
Aldo się zaśmiał, krótki nerwowy śmiech. Oparłam się o drzwi, i przyciągnęłam jego ramiona w moim kierunku.
'No dalej.' powiedziałam. 'Nie mów mi, że o tym nie pomyślałeś.'
Oswobodził swoją rękę, by mnie złapać za dłoń. 'Jesteś uroczą, ale bardzo zagubioną dziewczyną.' powiedział cicho.
'Nie jestem zagubiona.' odpowiedziałam. 'Dokładnie wiem co się dzieję.'
'Effy.' złapał moją dłoń jeszcze mocniej. 'Proszę. Nie rób tego.'
'Ok.' skinęłam głową. 'Będę dobrą dziewczynką. Obiecuję. Dla ciebie.'
Puścił mnie i zmierzwił swoje włosy. 'Pożegnam się.' powiedział 'Jestem bardzo zmęczony. Do jutra, ok?'
'Tak.' Wyszeptałam, patrząc jak się odwraca i idzie do kuchni. 'Do zobaczenia jutro.'
Gdy wyszłam z łazienki było już tylko słychać jak mama myła garnki w kuchni.
'Dobranoc mamo.' powiedziałam. 'Idę do łóżka.'
Przez chwilę, była cisza aż odpowiedziała cienkim głosem.
'Dobranoc, Effy.' zawołała 'Śpij dobrze.' 

//Koniec długiego rozdziału Effy. Szczerze mówiąc zapomniałem o tej książce, ale wrócił angielski na studiach więc uznałem, że będzie to dobre przypomnienie. Kiedy następny rozdział nie obiecuję, bo chyba jeszcze nigdy nie dotrzymałem terminu :P